Jak make.com pilnuje moich terminów lepiej niż ja sam

Czasem najprostsze automatyzacje oszczędzają najwięcej nerwów. Od ponad roku mam w make.com scenariusz, który codziennie sprawdza daty w arkuszu Google i automatycznie wysyła e-maile o kończących się licencjach. Zero kodu, zero stresu, zero przegapionych terminów.

Jak make.com pilnuje moich terminów lepiej niż ja sam

Pamiętasz, że za rok Twojemu klientowi kończy się certyfikat? Albo subskrypcja na jakiś produkt?
No właśnie – ja też o tym zapominałem. Ratowałem się kalendarzem, ale co z tego, skoro przychodziło powiadomienie, ja mówiłem: „eee, za godzinę ogarnę” …i finalnie nie robiłem z tym nic.

W pewnym momencie sprawa stała się na tyle poważna, że potrzebowałem narzędzia, które z automatu przypomni i mnie, i klientowi o kończącej się licencji. Złożyłem prosty zestaw: Arkusze Google + make.com. Efekt? System codziennie sprawdza daty i – gdy do końca zostaje 30 dni – wysyła maila z konkretem. Działa u mnie ponad rok i uratował już kilka terminów oraz nerwów. Co ważniejsze dzieje się to wszystko rano, gdy ja sobie jeszcze spokojnie śpię.

Dlaczego make.com?

Make.com i Zapier.com poznałem dzięki Kubie Mrugalskiemu kilka lat temu. Początkowo korzystałem z zapiera, ale ze względu na koszty i interfejs zdecydowałem się przejść na make.com i to była świetna decyzja – Kuba, dziękuję.

Więc dlaczego make.com?

  • bo nie wymaga znajomości kodowania
  • jest tani (a do prostych zadań — darmowy),
  • łatwo się integruje z wieloma narzędziami,
  • ma setki gotowych modułów, które łączą różne usługi,
  • a co najważniejsze – jeśli coś się wysypie, dostaję powiadomienie i w logach dokładnie widzę, co się stało.

Obecnie mam około 60 aktywnych scenariuszy, które automatyzują moje codzienne zadania. Gdy pojawia się problem, społeczność make.com lub Google zawsze pomagają znaleźć rozwiązanie (teraz też trochę AI).

Jak to działa

Co miesiąc od jednego z kontrahentów dostaję plik CSV z listą licencji moich klientów i ich datami ważności.
Wrzucam dane do Excela, czyszczę zbędne kolumny i kopiuję do Arkusza Google.
System make.com codziennie o 8:00 rano:

  1. sprawdza, komu kończy się licencja,
  2. wysyła powiadomienie e-mail do mnie i do klienta,
  3. zaznacza w arkuszu, że mail został wysłany.

Co musiałem przygotować

Arkusz Google

Mój arkusz zawiera 8 kolumn:

Imię, Nazwisko, Adres e-mail, Telefon (może kiedyś będę wysyłał SMS przez SMSAPI.PL), Numer seryjny (już tego nie używam), Ważny od (tego też nie), Ważny do, Wysłano e-mail?

(?) Dlaczego imię i nazwisko osobno?
Bo tak mam w pliku CSV — nie widzę sensu tracić czasu na ich scalanie.

(#) Dla porządku mam oddzielne konto Google tylko do automatyzacji, żeby nic się nie mieszało z moim prywatnym kontem.

Dedykowana skrzynka e-mail

Nie chciałem, żeby automaty wysyłały wiadomości z mojego imiennego adresu, więc utworzyłem dedykowaną skrzynkę:
powiadomienia@twojafirma.pl

(#) Dzięki temu wszystko jest uporządkowane, a komunikaty nie mieszają się z moją prywatną korespondencją.

Tworzenie scenariusza w make.com

Na początek po zalogowaniu się do make.com – kliknij w + Create scenario.

Krok 1. Arkusz Google – Search Rows (szukaj wierszy)
To pierwszy „kafelek” naszej układanki.

  1. Ustaw połączenie (Connection) z kontem Google.
  2. Wybierz arkusz (Spreadsheet ID) i skoroszyt (Sheet Name).
  3. Zaznacz, że tabela ma nagłówki („Table contains headers” → tak).
  4. Wskaż, które kolumny mają być odczytywane.
  5. Filtruj po kolumnie e-mail — jeśli jej brakuje, nie ma gdzie wysłać powiadomienia.

(#) Dzięki temu etapowi system wie, które rekordy ma w ogóle przetwarzać.

Krok 2. Router – podział według daty

Router to moduł, który pozwala rozdzielić scenariusz na kilka ścieżek.
Ja podzieliłem przypomnienia na:

  • 30 dni przed końcem,
  • 14 dni przed końcem,
  • 7 dni przed końcem,
  • 2 dni przed końcem.

Filtrowanie wygląda tak:
Jeśli w kolumnie ważny_do (G) termin jest wcześniejszy niż 30 dni od dziś, i w kolumnie wysłano e-mail (H) jest pusto — wykonaj tę ścieżkę.

(#) Dzięki temu klient nie dostaje maila codziennie, tylko raz na danym etapie przypomnienia.

Krok 3. Send an Email – Wyślij wiadomość

Ustaw połączenie z dedykowaną skrzynką e-mail.
Zaznacz opcję, żeby wiadomości były zapisywane w „Wysłanych”.
Wybierz odbiorców:

  • klient (adres z kolumny C),
  • ja sam (żeby mieć kopię).

Temat (Subject): np. „Twoja licencja wygasa za 30 dni”
Treść (Content): w HTML, bo wygląda czytelniej.

(#) W treści możesz wstawić pola dynamiczne (np. imię, nazwisko, datę ważności) — make.com podpowie Ci je z arkusza.

Krok 4. Google Sheets – Update a Row (aktualizuj wiersz)

Ostatni kafelek — po wysłaniu maila, make.com wpisuje w kolumnie Wysłano e-mail? wartość 1.Warości dla poszczególnych kolumn ja je „przepisuję” bo jak zostawiam puste to czyści mi wpisy 😉 Klikam w puste pole i wybieram. Pamiętaj by w kolumnie H ustawić ręcznie „1” jak na przykładzie.

(#) Dzięki temu system wie, że już wysłał wiadomość i nie wyśle jej drugi raz.

Tworzenie kolejnych gałęzi

Skopiuj gałąź z powiadomieniem „30 dni” i zmień warunek na „14 dni” oraz wartość w kolumnie „Wysłano e-mail?” z pustego na 1.
Tak samo zrób dla 7 dni (2) i 2 dni (3).

(#) Dzięki temu każdy klient dostanie maksymalnie cztery przypomnienia, w odpowiednich odstępach.

Testowanie scenariusza

Na dole kliknij > Run once – system wykona scenariusz testowo.
Jeśli wszystko działa, powinieneś dostać maila.
Potem przejdź do Custom schedule i ustaw, kiedy ma się uruchamiać automatyzacja (u mnie codziennie o 8:00).

I to tyle. Koniec 😊

Na zakończenie

Ten scenariusz to idealny przykład, że automatyzacja nie musi być skomplikowana.
Jeśli ogarniasz Excela i e-maila — dasz radę to zrobić sam w godzinę.

A make.com? Jest naprawdę świetny, ale nie zastępuje człowieka. Podobnie jak AI.

Ostatnia ciekawostka. Cały ten artykuł napisałem i wrzuciłem do AI by sprawdziło go pod kątem czytelności dla osoby nietechnicznej. Odpowiedź jaką uzyskałem, że wpis to ściana tekstu i w połowie możesz się zniechęcić do dalszej pracy. Postanowiłem go bardzo mocno uprościć i stworzyć film jak robię to wszystko krok po kroku.

No dobra, ale gdzie film?

Napisz komentarz… wyślę link do filmu 🙂

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz inne wpisy

Wyobraź sobie, że świetnie bawisz się na wydarzeniu kulturalnym lub imprezie, gdy nagle sprawy przybierają zły obrót. Zostajesz wyrzucony z klubu, a ochroniarz – w Twojej ocenie – zbyt mocno wczuł się w rolę i poczęstował Cię gazem. Albo inny scenariusz: zostawiasz na stoliku klucze od auta, a po powrocie widzisz tylko puste miejsce. Idziesz na parking i odkrywasz, że ktoś właśnie solidnie przerysował Twój samochód.
By pomóc sobie w pewnych sytuacjach i swoim klientom, a może nawet i Tobie przygotowałem prosty, maksymalnie czytelny program, który robi  automatyczną kopię baz danych SQL — na lokalny dysk i opcjonalnie na udział sieciowy, a po wszystkim wyśle Ci maila na wskazane przez Ciebie adresy email.
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie firma X - panika w głosie, bo „system nie działa, aplikacja nie chce się zaktualizować, potrzebne konto administratora”. Okej, standard. Ale po chwili rozmowy okazało się, że… nie mają żadnych haseł do czegokolwiek.
Od prawie 15 lat zajmuję się bezpiecznymi podpisami elektronicznymi weryfikowanymi certyfikatem kwalifikowanym – tak, oto cała nazwa tego co codziennie nazywamy podpisem kwalifikowanym.
Czasem najprostsze automatyzacje oszczędzają najwięcej nerwów. Od ponad roku mam w make.com scenariusz, który codziennie sprawdza daty w arkuszu Google i automatycznie wysyła e-maile o kończących się licencjach. Zero kodu, zero stresu, zero przegapionych terminów.
Podpisując dokumenty podpisem kwalifikowanym możemy się spotkać z różnymi jego formatami. Raz dostaniemy jeden plik, gdzie podpis będzie w środku… Innym razem jeden plik, który trzeba zweryfikować, by zobaczyć dokument źródłowy… A w jeszcze innym przypadku dwa pliki, które są ze sobą powiązane.
Dzisiaj pendrive’y stały się nieodłącznym elementem naszego życia, służąc do przechowywania i przenoszenia różnorodnych danych. Te niewielkie nośniki pamięci często zawierają cenne informacje, dlatego zabezpieczenie ich hasłem jest niezwykle ważne.
W erze cyfrowej komunikacji, gdy większość naszych rozmów, transakcji i wymiany informacji odbywa się za pośrednictwem internetu, bezpieczeństwo danych staje się priorytetem. Wyobraź sobie, że wysyłasz ważny dokument mailowo – czy masz pewność, że jego zawartość jest bezpieczna? Odpowiedzią na to pytanie jest szyfrowanie załączników. Poznaj pięć kluczowych powodów, dla których warto to robić.

Chcesz wiedzieć więcej?

Zapisz się do newslettera, którego planuję wysyłać raz w miesiącu
(na częstszą wysyłkę chyba nie znajdę czasu).

Dla każdego z subskrybentów, będzie zawsze jeden dodatkowy materiał, który będziesz mógł wykorzystać w swojej pracy.

Jesteś zainteresowany współpracą?

Przejdź na stronę mojej firmy MGK.net.pl i skontaktuj się ze mną za pomocą formularza lub po prostu zadzwoń. 

Dobrnąłeś/aś, aż tutaj? 
Cieszę się, że strona Cię tak zaciekawiła, że czytasz nawej jej stopkę.
Strona kowalczuk.pro jest częścią firmy MGK Konrad Kowalczuk. 
Jeśli chcesz się więcej dowiedzieć o ciastkach, politykach prywatności lub się ze mną skontaktować, użyjz linków obok, albo poniżej jeśli korzystasz z tabletu lub telefonu komórkowego :-]